MARTWA NAUTURA Z KOCHANKIEM W TLE
muzyka: Janusz Grzywacz
słowa: Jan Wołek
Rośnie na moim biodrze
Rozchwiany wiatrem modrzew
Spomiedzy palców u nogi
Wyziera fragment podłogi
W tym tle, dynamicznym układzie
Odzież intymna w nieładzie.
Kieliszki po winie, butelka
I męskie spodnie na szelkach
Nadwiędły goździk i dzbanek
Pet, popielniczka, kochanek
Okno (pęknięta szyba)
Kochanek goły jak ryba
I nagle odczuwam potrzebę
By spytać znienacka, bo wszak Cię
Pytanie to może zaskoczyć
Czy pan jest po akcie, czy w trakcie ?
Bo nie wiem, czy mogę otworzyć już oczy ?
Epizod bez cienia treści
Jak kartka kiepskiej powieści
Kochanek wyjdzie rankiem
Przestając być zaraz kochankiem
Co gorsze na oka mgnienie
Nie zacznie być wspomnieniem.
Więc są kieliszki i flaszka
W pościeli łupina fistaszka
Modrzew jak brat przyrodni
Brak tylko męskich spodni
Deszcz siąpi, modrzew się chwieje
Wiatr wieje, kochanek wieje
I nagle odczuwam potrzebę
By spytać znienacka bo wszak Cię
Pytanie to może zaskoczyć
Czy pan jest po akcie, czy w trakcie ?
Bo nie wiem, czy mogę otworzyć już oczy ?
I nagle odczuwam potrzebę
By spytać znienacka bo wszak Cię
Pytanie to może zaskoczyć
Czy pan jest po akcie, czy w trakcie ?
Bo nie wiem, czy mogę otworzyć już oczy ?
Bo nie wiem, czy mogę otworzyć już oczy ?
Bo nie wiem, czy mogę ?